Karunya

Listopad 20, 2009

Wyprawa w Himalaje

Filed under: Uncategorized — Jacek @ 10:54 pm

 

Witam ponownie,

trochę mi zajęło, zanim nadrobiłem zaległości uczelniane i towarzyskie, ale powoli wracam do uaktualniania mojego bloga.

Tą tajemniczą wycieczką, na którą się udałem była wycieczka do Spiti, nazywanego małym Tybetem. Co tu dużo mówić, około miesiąc zajęło mi planowanie tej wyprawy. Największym problemem było zdecydowania jechać z biurem czy samemu, po przewertowaniu forum www.indiamike.com, które jest nieocenionym źródłem informacjo o podróżach po Indiach, po rozmowach z wieloma ludźmi poznanymi przez to forum, zdecydowałem, że jadę w Himalaje bez podróży a w dodatku w pojedynkę. Teraz muszę przyznać, że była to naprawdę świetna decyzja. Bez biura = taniej i bardziej spontanicznie, samemu = nie zamykać się na grupę ludzi z którymi się podróżuje, a poznawać na każdym kroku nowych ludzi. Inną ważną decyzją, która znacznie ułatwiła mi całą podróż, była decyzja, że na 16 dni spakuje się do zwykłego małego plecaka, wielkości szkolnego. Na każdym kroku kroku budziłem zdziwienie, gdyż zazwyczaj ludzie których spotykałem podróżowali z min 80 litrowymi plecakami.

Dlaczego Spiti ?

Spiti jest to region położony przy granicy z Tybetem, który nie jest jeszcze tak bardzo popularny wśród turystów, dzięki czemu zachował swoją atmosferę. Jest on przesiąknięty kulturą buddyjską (w przeciwieństwie do Tybetu kultura ta może się tu swobodnie rozwijać), znajduje się tu wiele bardzo starych świątyń, dodatkowo jest otoczony przez Himalaje, znajdują się też tam niesamowity formacje skalne. Poczytałem, poprzeglądałem zdjęcia i już wiedziałem, że Spiti będzie strzałem w dziesiątkę. I tak właśnie było.

Dodam jeszcze tylko, dla zachęcenia was do cierpliwego czekania na następne aktualizacje, że miałem okazję chodzić na wysokościach sięgających 5000 m n.p.m., noce spędzałem w małych odizolowanych himalajskich wioskach śpiąc w zwykłych domach razem z lokalnymi rodzinami, dzięki temu mogłem podglądnąć i choć odrobinę poczuć sposób życia tych ludzi. Uczestniczyłem również w festiwalu buddyjskim, ale o tym wszystkim będzie w późniejszych aktualizacjach.

Plan mojej wyprawy:

Coimbatore – Delhi – Shimla – Reckong Peo – Kalpa – Nako – Tabo – Kaza – Langza – Hikkim – Komik – Demul – Lhalung – Dhankhar – Kaza – Manali – Delhi – Coimbatore (16 dni)

 

te małpki wyglądają bardzo niewinnie, a z tego co się dowiedziałem mogą być bardzo dokuczliwe, chociaż na szczęście ja nie miałem żadnych złych przygód ;)

dzień się powoli budzi w Shimli, można by powiedzieć, że jest to miasto porównywalne do naszego Zakopanego, turyści tu przyjeżdżają poimprezować i zerknąć z daleka na panoramę Himalajów, dlatego też byłem tu tylko parę godzin aby ruszyć w stronę Kinnaur - Reckong Peo :)

drogi w Kinnaur należą chyba do najstraszniejszych na świecie, są jakby powyrzynane w skale, nie ma barierek, jedzie się tuż ponad przepaścią

Przemieszczanie się tymi drogami może być dla niektórych przerażające, dla mnie była to niezwykła frajda wychylić głowę z autobusu spojrzeć w dół - a tam nie ma drogi tylko sama przepaść :) a dookoła boskie widoki ...

Ja oczywiście wybrałem najbardziej swojski rodzaj transportu - autobus lokalny :D - jedzie się z miejscowym ludem, podskakuję się tak mocno że podczas jednej jazdy można cały cellulitis zgubić ;)

o tym jak straszne jest jeżdżenie autobusami świadczy chociażby to, że podczas mojej podróży wiele osób wymiotowało - i nie piszę tu o turystach ... Ja miałem to szczęście, że zająłem miejsce obok takiego właśnie chłopaka z kłopotami ... który potem stwierdził że będzie spać na moim ramieniu :D - co nie zabije to wzmocni ;)

Z Reckong Peo udałem się szybko do Kalpy, w której udałem się na pierwszy treking :) - widoki które mnie przywitały spowodowały pierwsze kłopoty z oddychaniem ;)

Widok na Kalpę

taki widok z czystego 2-osobowego pokoju w Kalpie kosztował około 17 zł ... żyć nie umierać :)

psy w himalajach były przeurocze :) niedość, że ładne i zadbane to jeszcze bardzo przyjaźnie nastawione i rozbrykane :)

to sem ja :) takie emo zdjęcie ;)

a tutaj bardzo mili panowie zajmujący się nawadnieniem ich poletek :) uciąłem z nimi miła pogawędkę i ruszyłem w górę ;)

krajobrazy ... :)

to najmądrzejszy pies jakiego spotkałem, albo może największy pies dyplomata, otóż powyżej tego miejsca pasły się krowy, ten pies ich pilnował, kiedy robiłem jeden krok w górę, pies robił jeden krok w dól, i tak cały czas, obserował mnie bacznie, w pewnym momencie był już bardzo bliskoi patrzył mi prosto w oczy, zrezygnowałem z dalszej wspinaczki, a on nawet raz nie szczeknął, ale ochronił swoje mućki przede mną ;)

ten dżolo w okularach to ja :D

patrząc na te krajobrazy pomyślałem że Bóg używa Photoshopa

było pysznie ;)

krajobrazy ...

krajobrazy ...

to już w drodze powrotnej, w pewmnym momencie pomyślałem, jak to dobrze że wziąłem buty trekingowe bo momentami było stromo, po czym dołączyły do mnie rześko idące babeczki w japonkach, niosące na plecach z 20 kg siana, po chwili mnie wyprzedziły ...

dzieciaki strasznie się garną do robienia zdjęć :)

całkiem zgrabnie idzie im to jedzenie jabłek

No i ca ja mam tutaj napisac :P

zachód słońca, dzień się kończy, impreza sie zaczyna :)

a tą grupkę spotkałem w miejscowej świątyni, mieliśmy kupę frajdy, dałem im aparat żeby popstrykały zdjęcia i było dużo śmiechu :)

Ogólnie w Himalajach jest mnóstwo turystów z Izraela, jest to chyba najliczniejsza grupa turystów, bo naprawdę w wielu miejscach spotykałęm Izraelitów, co też odzwierciedal się w tym, że w miejscowościach turystycznych jest mnóstwo knajp właśnie z jedzeniem po izraelsku, spędziłem z nimi świetny wieczór, ogólnie dużo juz przedtem podróżowali i opowiadali niesamowite historie :), a ten pan po prawej jest pisarzem :),

 

 

Theme: Shocking Blue Green. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.