Jakies 2 tygodnie temu dostalismy wolny wtorek, ktory spedzilismy bardzo aktywnie – udalismy sie nieopodal do Isha Yoga http://www.ishafoundation.org/ – jest to centrum jogi, miejsca podobno znane na calym swiecie wsrod osob interesujacych sie joga – mieszka tutaj jeden z guru jogi. I musze przyznac ze jest cos magicznego w tym miejscu :). Wizyte tutaj zaczyna sie od wziecia prysznicu a nastepnie hmm czegos w rodzaju kapieli w basenie w ktorym znajduje sie podobno jedyna na swiecie zestalona rtec w postaci kuli (podobno zostala ona stworzona za pomoca pradawnych alchemicznych indyjskich nauk). Podczas kapieli dotyka sie tej kuli glowa i rekami. Nastepnie udaje sie do miesca wygladajacego jak hmmm swiatynie o przekroju kola, ludzie siadaja dookola i medytuja. Po wizycie w tym miejscu wszyscy czulismy sie naprawde odprezeni :). Pelni sil udalismy sie na wycieczke w gory …

wstalismy wczesnie bo o 6 rano, dzieki temu mozna bylo sie przygladac jak indyjska wioska budzi sie do zycia :)

niestety w Isha Yoga nie mozna bylo robic zdjec, a na zewnarz swiatyni bylo za malo miejsca aby zrobic porzadne fotki, w kazdym razie przewodnim motywem tego miejsca byly zmije - weze w Indiach sa uwazane za swiete, prawie tak jak krowy

Isha Yoga

nie bylbym soba gdybym nie zjadl tutaj porzadnego i smacznego sniadania ... dotad pamietam smak tropikalnej salatki owocowej i swiezej kawy ...

nie zlapalismy busa wiec z powrotem na uniwerek udalismy sie na piechote, mialo to swoje mocne strony w postaci pieknych widokow :), dodam jedynie ze praktycznie codziennie po wyjsciu z mojego guest housu moge rozplywac sie w tych widokach ...

widoki :)

po drodze spotkalismy studentow karunya, oczywiscie musiielismy uwiecznic ta chwile ;)

aby dostac sie w gory najpierw trzeba bylo sie przedrzec przez dzika puszcze pelna krwiozerczych wiewiorek oraz innych gryzoni zywiacych sie ludzkim miesem

nachylenie ok 80 stopni ale dalem rade

warto bylo sie powspinac :)

mniej wiecej w tym miejscu musielismy zostawic Monsoora, nie wiem czy wspomnialem ale Monsoor jest typem bardziej elektro imprezowicza niz kogos kto lubi chodzic po gorach, wiec wybral on opcje drzemki na gorce ;)

potem zgarnelismy go spowrotem, byle niezwykle zadowolony z drzemki, nasz trekking za bardzo sie nie udal bo bylo za duzo cierni i wrocilismy mocno podrapani

widoki

ich troje

chmura gigant

nieopodal znalezlismy ladne wodospady, nie omieszkalismy odegrac tam greckiego dramatu

pokaz cycki !! :D

byla to rowniez dobra okazja do medytacji oraz wyciszenia sie,

miejsce to natchnelo rowniez mnie do uniesienia sie ponad to co materialne

a Monsoor zaspiewal mi serenade, urocze popoludnie

W miedzyczasie Jakub gorzej sie poczul .... ;P

z powrotem do domu wracalismy przez pola ryzowe, widoki byly rozbrajajace :)

pola ryzowe

pola ryzowe

pola ryzowe

pola ryzowe