Karunya

Grudzień 8, 2009

Nako

Filed under: Uncategorized — Jacek @ 6:57 pm

Po długim okresie lenistwa wracam z nowym postem, znalazłem również moje notatki z tej podróży, więc poniżej uzupełnię opis tej wycieczki.

Zanim wyruszyłem do Spiti musiałem przeczekać parę godzin w Delhi, nie robiłem zdjęć, gdyż ogólnie stolica nie zrobiła na mnie zbyt dobrego wrażenia – przemieszanie drogich sklepów z bałaganem. Dodatkowo na każdym kroku można było usłyszeć za plecami „Hello my friend”, po czym doczepiał się jakiś chłopak który za darmo oferował pomoc – jakoś nie mogłem uwierzyć w te dobre zamiary, niestety trudno się było od nich opędzić. Schowałem się w McDonaldzie i nie omieszkałem przetestować tamtejszego jedzenia – hamburgery kiepskie ale frytki standadowo dobre ;). Następnym problemem byli ludzie oferujący czyszczenie uszu – nachodzili mnie ze wszystkich stron, ja już sam nie wiedziałem czy wosk mi się wylewa z ucha czy co. Na szczęście pod koniec dnia spotkałem miłego Indusa, który studiował w Moskwie i ucięliśmy sobie miła pogawędkę.

Następnie metrem udałem się na dworzec autobusowy – zanim na niego trafiłem pobłądziłem po okolicy – każda napotkana osoba wskazywała mi inne potencjalne miejsce lokalizacji dworca. Potwierdziła się jedna z informacji: w Indiach wszyscy chcą ci pomóc, nawet jak nie znają odpowiedzi na pytanie to i tak jej udzielą ;). W każdym razie bezpiecznie wylądowałem w busie do Shimli, w którym mogłem poczuć himaljaskie mrozy – klima działała tak dobrze, że się przeziębiłem – była to najzimniejsza noc w całej podróży.

W poprzednim poście opisałem mój krótki pobyt w Shimli – dodam jedynie, że tak zagadałem się z poznanymi tam studentami, że musiałem wziąć taxi aby zdążyć na następny autobus do Reckong Peo. Po nocy w Reckong Peo udałem się do Nako na jedną noc, po czym wyruszyłem dalej – w kierunku Kalpy – i właśnie poniżej przedstawiam opis tej podróży. Jeszcze będąc w Reckong Peo dowiedziałem się że droga z Nako do Tabo jest nieprzejezdna, ale poznany Holender powiedział, że da się przejść przez lawiny. Mimo tego moje obawy wzrastają, gdyż coraz więcej osób mówi, że lawina która zeszła jest nie do przejścia.

w drodze do Nako, krajobrazy jeszcze bardziej dramatyczne a przepaście jeszcze bardziej strome = więcej frajdy :D wystawiałem głowę za okno jak głupi pies ;)

w drodze do Nako

w drodze do Nako

w drodze do Nako

w drodze do Nako

bardzo częsty widok na tych drogach, tzn. zeszła właśnie lawina i zasypała drogę, jest to kolejny czynnik umilający podróż :D

najzabawniejsze w tym wszystkim było, że gdy tak tłukłem się tym autobusem, czytając gazetę znalazłem artykuł o jakiś lawinach, zasypanych ludziach którzy umarli pod lawinami, co zwróciło moją uwagę, po przestudiowaniu mapy okryłem, że piszą właśnie o drodze którą jadę ... byłem niezłym szczęściarzem bo drogi były pozamykane, a kiedy ja jechałem był to pierwszy dzień gdy je otwarto, przygoda przygoda każdej chwili szkoda :)

najzabawniejsze w tym wszystkim było, że gdy tak tłukłem się tym autobusem, czytając gazetę znalazłem artykuł o jakiś lawinach, zasypanych ludziach którzy umarli pod lawinami, co zwróciło moją uwagę, po przestudiowaniu mapy okryłem, że piszą właśnie o drodze którą jadę ... byłem niezłym szczęściarzem bo drogi były pozamykane, a kiedy ja jechałem był to pierwszy dzień gdy je otwarto ( o czym świadczyło kołysanie autobusem gdy przejeżdżaliśmy przez tereno po lawinowe) przygoda przygoda każdej chwili szkoda :)

w drodze do Nako

w drodze do Nako

kolejny przykład ciekawego poprowadzenia drogi :)

A tutaj filmy bardziej oddające atmosferę podróży tymi drogami:

mniej więcej na granicy Kinnaur i Spiti leży Nako, niezwykle malowniczo położona wioska ze starą buddyjską światynią

ciasne uliczki w Nako :)

następnego dnia udałem się na mały treking, widoki były pyszne :)

Nako

Nako

zdjęcia zrobione na dachu świątyni, te rozwieszone chorągiewki to flagi modlitewne, a ten przystojny facet o aparycji Mela Gibsona i obfitej muskulatrze to ja ;)

tak tak to ja :)

wracałem do Nako troszkę inną drogą i zahaczyłem o to śliczne jeziorko

jezioro w Nako

hmm nie znam nazwy tego przedmiotu, w każdym razie przechodząc obok tego zakręca się tym, takich młynków jest mnóstwo przy świątyniach

przyszedł wieczór, przyszedł czas na integrację :D - a oczywiście nie ma nic lepszego niż imprezka z mieszkańcami :), panowie byli niezwykle towarzyscy,

mieliśmy kupę śmiechu jak panowie pod wpływem lokalnego araku zaczęli śpiewać

spotkałem również niezwykle sympatycznych podrózników z różnych zakątków świata: Izrael i Nowa Zelandia, muszę przyznać, że po tym wieczorze i po himalajskim winie morelowym i jabłkowym obudziłem się na kacu :)

A tutaj niezwykle sympatyczne małżeństwo z Brazylii :) które dołączyło do nas podczas tego wieczoru

a tutaj film oddający atmosferę tego wieczoru (na którą złożyło się dużo alkoholu i pysznego jedzenia :)):

Listopad 20, 2009

Wyprawa w Himalaje

Filed under: Uncategorized — Jacek @ 10:54 pm

 

Witam ponownie,

trochę mi zajęło, zanim nadrobiłem zaległości uczelniane i towarzyskie, ale powoli wracam do uaktualniania mojego bloga.

Tą tajemniczą wycieczką, na którą się udałem była wycieczka do Spiti, nazywanego małym Tybetem. Co tu dużo mówić, około miesiąc zajęło mi planowanie tej wyprawy. Największym problemem było zdecydowania jechać z biurem czy samemu, po przewertowaniu forum www.indiamike.com, które jest nieocenionym źródłem informacjo o podróżach po Indiach, po rozmowach z wieloma ludźmi poznanymi przez to forum, zdecydowałem, że jadę w Himalaje bez podróży a w dodatku w pojedynkę. Teraz muszę przyznać, że była to naprawdę świetna decyzja. Bez biura = taniej i bardziej spontanicznie, samemu = nie zamykać się na grupę ludzi z którymi się podróżuje, a poznawać na każdym kroku nowych ludzi. Inną ważną decyzją, która znacznie ułatwiła mi całą podróż, była decyzja, że na 16 dni spakuje się do zwykłego małego plecaka, wielkości szkolnego. Na każdym kroku kroku budziłem zdziwienie, gdyż zazwyczaj ludzie których spotykałem podróżowali z min 80 litrowymi plecakami.

Dlaczego Spiti ?

Spiti jest to region położony przy granicy z Tybetem, który nie jest jeszcze tak bardzo popularny wśród turystów, dzięki czemu zachował swoją atmosferę. Jest on przesiąknięty kulturą buddyjską (w przeciwieństwie do Tybetu kultura ta może się tu swobodnie rozwijać), znajduje się tu wiele bardzo starych świątyń, dodatkowo jest otoczony przez Himalaje, znajdują się też tam niesamowity formacje skalne. Poczytałem, poprzeglądałem zdjęcia i już wiedziałem, że Spiti będzie strzałem w dziesiątkę. I tak właśnie było.

Dodam jeszcze tylko, dla zachęcenia was do cierpliwego czekania na następne aktualizacje, że miałem okazję chodzić na wysokościach sięgających 5000 m n.p.m., noce spędzałem w małych odizolowanych himalajskich wioskach śpiąc w zwykłych domach razem z lokalnymi rodzinami, dzięki temu mogłem podglądnąć i choć odrobinę poczuć sposób życia tych ludzi. Uczestniczyłem również w festiwalu buddyjskim, ale o tym wszystkim będzie w późniejszych aktualizacjach.

Plan mojej wyprawy:

Coimbatore – Delhi – Shimla – Reckong Peo – Kalpa – Nako – Tabo – Kaza – Langza – Hikkim – Komik – Demul – Lhalung – Dhankhar – Kaza – Manali – Delhi – Coimbatore (16 dni)

 

te małpki wyglądają bardzo niewinnie, a z tego co się dowiedziałem mogą być bardzo dokuczliwe, chociaż na szczęście ja nie miałem żadnych złych przygód ;)

dzień się powoli budzi w Shimli, można by powiedzieć, że jest to miasto porównywalne do naszego Zakopanego, turyści tu przyjeżdżają poimprezować i zerknąć z daleka na panoramę Himalajów, dlatego też byłem tu tylko parę godzin aby ruszyć w stronę Kinnaur - Reckong Peo :)

drogi w Kinnaur należą chyba do najstraszniejszych na świecie, są jakby powyrzynane w skale, nie ma barierek, jedzie się tuż ponad przepaścią

Przemieszczanie się tymi drogami może być dla niektórych przerażające, dla mnie była to niezwykła frajda wychylić głowę z autobusu spojrzeć w dół - a tam nie ma drogi tylko sama przepaść :) a dookoła boskie widoki ...

Ja oczywiście wybrałem najbardziej swojski rodzaj transportu - autobus lokalny :D - jedzie się z miejscowym ludem, podskakuję się tak mocno że podczas jednej jazdy można cały cellulitis zgubić ;)

o tym jak straszne jest jeżdżenie autobusami świadczy chociażby to, że podczas mojej podróży wiele osób wymiotowało - i nie piszę tu o turystach ... Ja miałem to szczęście, że zająłem miejsce obok takiego właśnie chłopaka z kłopotami ... który potem stwierdził że będzie spać na moim ramieniu :D - co nie zabije to wzmocni ;)

Z Reckong Peo udałem się szybko do Kalpy, w której udałem się na pierwszy treking :) - widoki które mnie przywitały spowodowały pierwsze kłopoty z oddychaniem ;)

Widok na Kalpę

taki widok z czystego 2-osobowego pokoju w Kalpie kosztował około 17 zł ... żyć nie umierać :)

psy w himalajach były przeurocze :) niedość, że ładne i zadbane to jeszcze bardzo przyjaźnie nastawione i rozbrykane :)

to sem ja :) takie emo zdjęcie ;)

a tutaj bardzo mili panowie zajmujący się nawadnieniem ich poletek :) uciąłem z nimi miła pogawędkę i ruszyłem w górę ;)

krajobrazy ... :)

to najmądrzejszy pies jakiego spotkałem, albo może największy pies dyplomata, otóż powyżej tego miejsca pasły się krowy, ten pies ich pilnował, kiedy robiłem jeden krok w górę, pies robił jeden krok w dól, i tak cały czas, obserował mnie bacznie, w pewnym momencie był już bardzo bliskoi patrzył mi prosto w oczy, zrezygnowałem z dalszej wspinaczki, a on nawet raz nie szczeknął, ale ochronił swoje mućki przede mną ;)

ten dżolo w okularach to ja :D

patrząc na te krajobrazy pomyślałem że Bóg używa Photoshopa

było pysznie ;)

krajobrazy ...

krajobrazy ...

to już w drodze powrotnej, w pewmnym momencie pomyślałem, jak to dobrze że wziąłem buty trekingowe bo momentami było stromo, po czym dołączyły do mnie rześko idące babeczki w japonkach, niosące na plecach z 20 kg siana, po chwili mnie wyprzedziły ...

dzieciaki strasznie się garną do robienia zdjęć :)

całkiem zgrabnie idzie im to jedzenie jabłek

No i ca ja mam tutaj napisac :P

zachód słońca, dzień się kończy, impreza sie zaczyna :)

a tą grupkę spotkałem w miejscowej świątyni, mieliśmy kupę frajdy, dałem im aparat żeby popstrykały zdjęcia i było dużo śmiechu :)

Ogólnie w Himalajach jest mnóstwo turystów z Izraela, jest to chyba najliczniejsza grupa turystów, bo naprawdę w wielu miejscach spotykałęm Izraelitów, co też odzwierciedal się w tym, że w miejscowościach turystycznych jest mnóstwo knajp właśnie z jedzeniem po izraelsku, spędziłem z nimi świetny wieczór, ogólnie dużo juz przedtem podróżowali i opowiadali niesamowite historie :), a ten pan po prawej jest pisarzem :),

 

 

Wrzesień 10, 2009

przerwa …

Filed under: Uncategorized — Jacek @ 10:23 am

Nie zameiszczalem ostatnio zdjec bo mam wiecej pracy w laboratorium, poza tym od dluzszego czasu planuje dluzsza wycieczke ktora zaczne w ta sobote i zakoncze po 2 tygodniach … Oznacza to ze przez najblizsze 2-3 tygodnie nic nowego sie tutaj niestety nie pojawi.

W kazdym razie moim planem jest zamieszczenie relacji z wszystkich moich wycieczek, jesli nie zdaze tego zrobic tutaj w Indiach to dokoncze w Polsce.

3majcie kciuki … ;)

Starsze wpisy »

Theme: Shocking Blue Green. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.